Chyba każdy chociaż raz w życiu jadł te ciastka. Moja babcia piecze je bardzo często i w najprostszej postaci. Moi wujkowie zawsze się śmieją, że są ciastka gnaty ;) gdyż do miękkich to one nie należą. Ale za to zamoczone w herbacie są wyśmienite! Ja amoniaczki piekłam pierwszy raz w życiu kilka lat temu. Wtedy tylko największym łakomczuchem był mój tato, który zjadał je w porażająco szybkim tempie. Zastanawiając się jakby można było z nich stworzyć wyśmienite ciasteczka dla moich gości wpadłam na pewien pomysł. Dodałam odrobiny dżemu wiśniowego, czekolady i wiórek kokosowych. I tak powstały nowe ciastka, które znikają w mgnieniu oka, ale zjadane nie tylko przez mojego tatę;)
Oto przepis na te małe cuda:
Składniki:
ok 1 kg mąki
1 szklanka mleka
1 kostka margaryny( w przepisie jest smalec- tak więc do wyboru co kto lubi)
3/4 szklanki cukru
4 duże jajka
3 płaskie łyżeczki amoniaku
Słoiczek dżemu wiśniowego
3 czekolady mleczne lub gorzkie
1/4 szklanki mleka
250g wiórek kokosowych
Mąkę wysypać na stolnicę i zrobić w niej dołek, dodać jajka, cukier, amoniak, mleko i pokrojoną margarynę. Wszystko razem dobrze zagnieść. Wyrobić, aż powstanie jednolite ciasto.
Rozwałkować ciasto na ok 4 mm. Foremkami wycinać kształty. Ułożyć ciasteczka na blaszce delikatnie posmarowanej margaryną. Piec przez ok 10-15 min w temperaturze ok 180ºC
Ciasteczka można przed włożeniem do piekarnika posmarować rozmąconym białkiem lub posypać cukrem. Ja tego nie robiłam gdyż potem byłyby za słodkie.
Gdy ciasteczka ostygną należy je delikatnie poziomo przeciąć na połowę. Warstwę spodnią smarujemy dżemem. Nie może go być zbyt dużo bo ciastka będą się rozłazić! Zlepiamy dwie części ze sobą i odkładamy. W kąpieli wodnej roztapiamy czekolady z odrobiną mleka. Zanurzamy ciasteczka z dwóch stron w czekoladzie i obtaczamy w wiórkach kokosowych. Najlepiej smakują po kilku godzinach gdy wszystkie smaki się przegryzą.
Smacznego!